Jeden z czynników utrudniających efektywne funkcjonowanie systemu e-learningowego

Faktem jest, że nie każdy posiada odpowiednie kompetencje, aby projektować e-szkolenia. Aby uczciwie potwierdzić ich obecność najlepiej jest, kiedy to odbiorca szkolenia (użytkownik) oceni efekt końcowy projektu, a nie osoby z naszego bliskiego otoczenia.

e-learning Opublikowano: 8 marca 2016,

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Martą Koladą, doświadczonym projektantem szkoleń e-learningowych i pasjonatem multimediów edukacyjnych, jedną z prelegentów na kwietniowej konferencji „E-learning i zarządzanie wiedzą”.

 

MK: Cześć :). Dziękuję za propozycję rozmowy oraz za zaproszenie do udziału w konferencji.

 

PE: Marta, gdybyś miała wymienić i krótko skomentować jeden z czynników utrudniających efektywne wdrożenie lub poprawne funkcjonowanie systemu e-learningowego w dowolnej organizacji, to co by to było?
MK: Bardzo się cieszę, że zdajesz sobie sprawę z tego, że wdrożenie w organizacji systemu e-learningowego i równoczesne ciągłe dbanie o to, aby spełniał swoje cele, jest procesem trudnym. Czynników, o które pytasz, jest całkiem sporo – pozwól, że wybiorę taki, który jest bliski tematom, którymi zajmuję się w pracy na co dzień.

 

Według mnie, jednym z powodów niechęci pracowników do szkoleń e-learningowych jest niska jakość niektórych z nich. Pracownicy korzystający ze „słabych” szkoleń nazywają je często (delikatnie mówiąc): beznadziejnymi, głupimi, nieprzydatnymi, nudnymi, marnującymi czas itd. Kiepskie szkolenia, czyli takie, które zamiast uczyć, zniechęcają użytkowników do zgłębiania danego tematu, są porażkami edukacyjnymi i na pewno nie pomagają wdrażać efektywnych systemów e-learningowych w organizacji. Bez uważnego i zaangażowanego użytkownika (czyli ucznia) nie ma skutecznego e-learningu (czyli metody nauczania). Mimo, że rynek e-learningowy w Polsce z roku na rok coraz bardziej się „rozkręca” (w pozytywnym znaczeniu, to znaczy, że przybywa fajnych ofert dostawców, w firmach tworzą się wewnętrzne, kreatywne teamy e-learningowe), to jednak pewne błędy w projektowaniu są przez autorów szkoleń powielane. Przykład? Podam błahy – np. w kursach umieszczane są zdawkowe i niegrzeczne informacje zwrotne typu „Źle! Spróbuj ponownie.” Na szkoleniu stacjonarnym nikt w ten sposób nie odzywa się do uczestnika (czyli nieuprzejmie, z krzykiem i bez jakichkolwiek wyjaśnień dlaczego osoba popełniła błąd). To typowy „zniechęcacz”. Powodów powstawania takich błędów może być wiele (brak czasu, pieniędzy, brak weny lub wiedzy scenarzysty, że można to zrobić lepiej itp.). Żałuję, że się pojawiają, bo są łatwe do skorygowania. To detale, które w sumarycznym odbiorze szkolenia sprawiają, że użytkownik jest „maltretowany” niskiej jakości nauką i wyrabia sobie negatywną opinię o e-learningu.

 

PE: Co konkretnie oznacza stwierdzenie „niska jakość” w odniesieniu do standardowego szkolenia e-learningowego?
MK: Niska jakość e-learningu przejawia się na kilku płaszczyznach. Nie omówię ich szczegółowo, ale spróbuję ogólnie. Przerażające jest, że w polskich (i nie tylko) organizacjach nadal funkcjonują „szkolenia”, które niczym nie różnią się od kiepskich prezentacji PowerPoint. Czyli takich, które są przeładowane nieprzemyślaną, niepotrzebną treścią oraz, które często są zbudowane najprostszą metodą – copy/paste z dokumentów źródłowych. Nierzadko zdarza się, że prezentacje te są na wątpliwą „osłodę” przyozdabiane „od czapy” grafikami typu clip-art lub gorszymi oraz „okraszane” nic nie wnoszącymi, a często utrudniającymi odbiór interakcjami (tzw. „wodotryskami”/ rozpraszaczami). Warto wspomnieć o tym, że równie często tym potworkom (nieudanym „szkoleniom”) towarzyszą niepoprawnie skonstruowane cele szkoleniowe, w których brak uporządkowanej i zaplanowanej struktury, przemyślanych elementów treningowych, dobrze skonstruowanych informacji zwrotnych itd. Nie można jednak ignorować faktu, że forma szkolenia, która na pierwszy rzut oka wydaje się kiepska lub nieprzemyślana, np. przeładowane treścią slajdowisko (slajdok), w pewnych okolicznościach może spełniać swoje cele, tj. funkcjonować z dobrymi efektami. Wszystko zależy od kontekstu szkoleniowego, grupy docelowej, uwarunkowań funkcjonujących w organizacji i od staranności przygotowania materiału edukacyjnego (powinien być m.in.: oparty o cele, ciekawy, wciągający, użyteczny i estetyczny graficznie oraz językowo). Dlatego oceny jakości szkolenia nie należy dokonywać pochopnie, nie znając szerszego kontekstu szkoleniowego. Trzeba być obiektywnym i pamiętać, że „efekt wow” jaki wywołuje dane szkolenie nie zależy jedynie od liczby „fajerwerków i wodotrysków” jakie w nim zamieściliśmy. 

 

PE: A jakie formy szkoleń polecasz?
MK: Wszystko zależy od potrzeb grupy docelowej, którą mamy za zadanie przeszkolić. W dużym uogólnieniu osobiście preferuję i promuję szkolenia fabularne (z zagnieżdżonymi historiami/case-ami, przykładami), oparte na odkrywaniu, doświadczaniu, z licznymi quizami/grami przeplecionymi konstruktywnymi informacjami zwrotnymi. Najlepiej gdyby były krótkie i zwięzłe, napisane prostym i zrozumiałym językiem, np. w postaci modułów szkoleniowych, odcinków, pigułek wiedzy. Dodatkowo muszą być dopracowane graficznie w najmniejszym szczególe, zgodnie z zasadami efektywnej wizualizacji treści i ilustracji.

 

PE: Czy uważasz, że każdy kto dysponuje dobrymi chęciami i porcją wolnego czasu może zaprojektować kurs e-learningowy?
MK: W swojej karierze zawodowej widziałam bardzo dużo różnych szkoleń elektronicznych. Niektóre z nich szokowały mnie swoją bardzo niską jakością. To był szok na różnych płaszczyznach – merytorycznej, koncepcyjnej, wizualnej, estetycznej, technicznej (czasami wszystko razem). Świadomość, że to poszło do ludzi z informacją „Uczcie się z tych materiałów. To zostało przygotowane specjalnie dla Was”, była przygnębiająca. Na pewno twórcy tamtych szkoleń (scenarzyści, projektanci, graficy czy inni, np. trenerzy czy pracownicy działów HR) mieli całe pokłady dobrych chęci (i różne motywacje). Niestety efekt był jaki był. Stąd jestem pewna, że dobre chęci to za mało do wyprodukowania skutecznego e-learningu.

 

Kiedy organizacja wyznacza Panią Krysię z HR do zrobienia, na za tydzień, e-szkolenia z tzw. zarządzania czasem (dla 1000 osobowej grupy pracowników, którzy mają różne potrzeby), a ta z przerażeniem stwierdza, że pierwszy raz słyszy o czymś takim jak multimedia edukacyjne, to nietrudno przewidzieć, jaki będzie efekt jej działań. Ludziom wydaje się, że e-szkolenie = prezentacja i że każdy może ją przygotować, bo to proste (wklejasz obrazek + tekst na ekran i gotowe). Błagam! Nie stawiajcie szkolenia e-learningowego na równi z prezentacją (to dwa różne media szkoleniowe, mające inne zastosowania i wymagające kolosalnie różnych nakładów pracy).

 

Faktem jest, że nie każdy posiada odpowiednie kompetencje, aby projektować e-szkolenia. Aby uczciwie potwierdzić ich obecność najlepiej jest, kiedy to odbiorca szkolenia (użytkownik) oceni efekt końcowy projektu, a nie osoby z naszego bliskiego otoczenia lub zleceniodawcy np. przełożony, współpracownik, sponsor projektu bądź my sami, czyli osoby mające inną motywację, spojrzenie, inne oczekiwania, często brak wiedzy na temat skutecznego e-learningu lub brak chęci do przerobienia danego kursu „porządnie”. Radzę, aby za wcześnie nie zachwycać się efektami swojej pracy – zachęcam do przeprowadzania kontroli jakości, w tym technicznych testów materiału, który opracowaliśmy, ewaluacji szkolenia oraz do wyciągania wniosków z projektów, które okazały się tymi mniej udanymi. Chcę podkreślić, że na pewno warto uczyć się szeroko rozumianego projektowania, aby przygotowywać coraz to lepsze materiały edukacyjne. Nie można spoczywać na laurach, bo ten rynek rozwija się dynamicznie i aby się w nim utrzymać, trzeba podążać za nowościami i poszukiwać nowych, kreatywnych pomysłów.

 

Cały szkopuł tkwi w tym, że jeśli użytkownik przejdzie przez jedno dobre szkolenie oparte o fajną koncepcję, to od następnych szkoleń będzie oczekiwał czegoś równie dobrego lub lepszego, innego – świeżych koncepcji, elementów, które go zaskoczą. Nie polecam więc przeprowadzania wszystkich e-szkoleń w organizacji w jednym stylu (np. o liniowej formie, z postacią przewodnika/ mentora na każdym ekranie – mowa tu o najprostszej z koncepcji, polegającej na bezpośrednim przeniesieniu rzeczywistości ze szkolenia stacjonarnego do szkolenia elektronicznego). Takie działania na pewno nie przyniosą dobrych efektów szkoleniowych.

PE: To jakich kompetencji lub umiejętności wymaga zaprojektowanie „przyzwoitego” e-szkolenia?
MK: Przygotowanie dobrego kursu e-learningowego wymaga, moim zdaniem, doświadczenia, wiedzy, kreatywności i po prostu, smykałki do tego (talentu, lub jak kto woli daru bożego 🙂 bądź intuicji). 

 

Warto znać różne metodyki tworzenia multimediów edukacyjnych, wiedzieć co nieco o nauczaniu osób dorosłych (andragogika), znać aktywności, które potrafią ich zaangażować i sprzyjają zapamiętywaniu. Niezbędna jest umiejętność pracy z „wsadem” merytorycznym, zdolność projektowania odpowiednich dla niego zadań aktywizujących, utrwalających i sprawdzających wiedzę. Polecam przeglądanie szkoleń zaprojektowanych przez inne osoby i wyciąganie z tych obserwacji wniosków. Podkreślę raz jeszcze, że trzeba z dużą dozą pokory słuchać opinii odbiorców szkoleń i mierzyć efektywność przeprowadzonych szkoleń (wykorzystując różne modele i narzędzia).

 

Jeżeli:

  • projektując szkolenie tworzymy storyboard /scenariusz, to powinniśmy znać podstawy redakcji i korekty tekstu; powinniśmy potrafić z nudnych treści zbudować wciągające i mądre historie, zadania, przykłady (kompetencje scenarzysty, metodyka, instructional designera);
  • odpowiadamy za warstwę wizualną szkolenia, to powinniśmy dbać o funkcjonalność i estetykę naszych projektów, starać się, aby były „strawne” dla odbiorców, poszukiwać nowych ciekawych rozwiązań, śledzić trendy w wizualizacji treści i oczywiście mieć graficzne wyczucie smaku oraz przywiązywać uwagę do szczegółów (kompetencje grafika);
  • zajmujemy się „montowaniem” szkoleń w narzędziu autorskim (Articulate Storyline, Captivate, Lektora lub innym) to powinniśmy dobrze znać taki program. Nawet jeśli na pierwszy rzut oka jego działanie przypomina nam Power Pointa i jesteśmy pewni, że nauczymy się go obsługiwać w jeden dzień, to uwierzcie mi – jesteśmy w ogromnym błędzie, bowiem z takiego programu do produkcji e-szkoleń można „wykrzesać” o wiele, wiele więcej niż z narzędzia do tworzenia prezentacji (kompetencje developer-a e-learningu, programisty).

 

Wymienione umiejętności to niezbędne, moim zdaniem, wyjściowe minimum do produkcji efektywnych szkoleń elektronicznych (choć możliwe, że o czymś wspomnieć zapomniałam :)).

 

PE: Dziękuję za rozmowę i do zobaczenia na evencie. Już nie możemy się doczekać :)!
MK: Cała przyjemność po mojej stronie. Dzięki! 

 

Wywiadu dla Practical Events udzieliła Marta Kolada, projektant szkoleń e-learningowych dla pracowników jednego z największych banków w Polsce.

Nowe szkolenie

close-link