Rozwój e-learningu, jego historia i możliwości.

Rozwój e-learningu w Polsce? Czym jest kopalnia wiedzy? Ewolucja e-learningu w Polsce. Instructional Design. Inbound Learning.

e-learning Opublikowano: 14 lutego 2018, NR 4/2018

Practical Events: Sławku, jesteś bardzo aktywnym, udzielającym się praktykiem e-learningu. Projektujesz, wdrażasz aplikację do uczenia, jesteś jednym z twórców Learning Battle Cards, współautorem książki o efektywnym projektowaniu szkoleń, prowadzisz bloga praktykatrenera.pl, więc muszę zapytać co jest na tę chwilę Twoim największym celem zawodowym? Czy stawiasz poprzeczkę jeszcze wyżej?

Sławek Łais: Świat szeroko pojętej edukacji ustawia tak wysoko poprzeczki, że byłoby niegrzeczne wyręczać go i samemu stawiać. Myślę, że wyzwania nowoczesnego uczenia są i ogromne i przez to pociągające.

Od kilku lat staram się dbać o to, by mieć możliwość rozmawiania z innymi ludźmi i uczenia się od nich. Uważam, że samotność w rozwoju to olbrzymi hamulec, szczególnie przy tym tempie zmian w naszej branży.

Ostatnio staram się zapuszczać coraz dalej i odpowiedzi na trudne pytania szukać poza naszą branżą. Myślę, że stając przed swoimi wyzwaniami warto jest się zastanowić kto ma podobne wyzwania i dobrze sobie z nimi radzi. Warto prześledzić inny sposób myślenia. To takie intelektualne podróże, do których namawiam wszystkich.

Jak każdy podróżnik – mam swoje ulubione kierunki, na przykład branżę gamedev, psychologów i socjologów. Często też „podróżuję” służbowo – projektuję aplikacje, więc na przykład świat UX to częsty obszar poszukiwań.

W ostatnich latach rozbudowuję z partnerami koncepcję Learning Battle Cards. Prowadzę też firmę, która tworzy rozwiązania e-learningowe. To dobry układ, bo koncepcja LBC pomaga mi w pracy nad aplikacjami, a praktyka w projektach blended learningowych daje podstawy, żeby pracować nad metodą projektowania szkoleń i nie oderwać się od rzeczywistości. Jednak moim ciągłym wyzwaniem jest godzenie tych dwóch kierunków działania. Na bloga już właściwie brakuje czasu.

 

PE: Jaka jest historia e-learningu w Polsce? Jak to się u nas zaczęło?

Sławek Łais: Nie chciałbym bawić się w historyka, bo pewnie nie mam nawet kwalifikacji. Jakoś od 1995 roku zajmuję się technologią i uczeniem, więc widzę to jako proces. Dlatego pozwól na formę nieco impresyjną i nieuczesaną.

Wydaje mi się, że w Polsce proces rozwoju e-learningu na początku naśladował podobny proces w szkoleniach w Sali szkoleniowej. Podobnie jak na początku szkoleń stacjonarnych najpierw królowały metody podawcze (wykładowca, rzutnik) tak samo na początku e-learningu podawczość była nagminna – LMS + e-szkolenie + test. Co prawda mówiono o konstruktywizmie społecznym i innych podejściach, ale w praktyce bywało raczej prozaicznie.

Potem w szkoleniach na sali pojawiły się warsztaty, zajęcia aktywne, a w e-learningu jeszcze przez wiele lat dominowała podawczość.

To zresztą nie było odosobnione podejście na świecie – pamiętam swoje rozmowy z dostawcami CD-ROM-ów, którzy chcieli wejść na rynek Polski ze swoimi tysiącami płytek, których sens istnienia zakwestionował szerokopasmowy Internet.

Potem pamiętam czas, w którym był zachwyt nad narzędziami. Podobny nieco do tego, co działo się wcześniej w świecie prezentacji, gdy pojawiły się w PowerPoint animacje a na rynku pojawiło się Prezi. W wielu prezentacjach miało się wrażenie, że użyte środki nie są podporządkowane koncepcji prezentacji, tylko wręcz przeciwnie, czyli z gatunku „musi, bo się udusi”. W e-learningu to się przekładało na animacje Flashowe głównie. Nie mam nic przeciwko narzędziom – sam czasami sięgam do programów typu Articulate lub Captivate, jednak warto wiedzieć, czego się od nich chce.

W badaniach, które robiliśmy jakoś w 2012, wyszło nam, że klienci dostrzegają pewną dychotomię, która powoduje, że nie spotykają na rynku dobrych ofert.  Przychodzą też technolodzy IT, którzy nie rozumieją uczenia albo szkoleniowcy, którzy jeszcze nieco kuleją z technologią.

Był okres dojrzewania do konstatacji, że przecież marnotrawstwem jest, żeby e-learning robić na wzór szkoleń tradycyjnych – czyli na przykład liniowo. Internet z natury rzeczy działa inaczej. Na przykład pozwala myśleć kategoriami klient-serwer – jest potrzeba, jest reakcja. To w sumie nic dziwnego… Pierwsze samochody przypominały dorożki z silnikiem, więc pierwsze podejścia do e-learning przypominały lekcje tyle, że na ekranie.

Ostatnie lata to moim zdaniem Instructional Design, czyli zrozumienie, że dobry blended learning wymaga czegoś więcej niż proste połączenie kompetencji szkoleniowych i informatycznych. Wymaga odpowiednich metod, podejść, sposobów projektowania. W wyniku powstają ciekawe projekty, świetne pomysły i wdrożenia.

Dodatkowym wymiarem naszej historii jest równoległa rewolucja w urządzeniach mobilnych oraz wchodzenie na rynek pracy nowych generacji, dla których myślenie kategoriami „szkolenia” jest już mniej naturalne. Też musieliśmy się z tym skonfrontować.

Przez te wszystkie okresy były ciekawe projekty i stojący za nimi ludzie.  Myślę, że wspólna droga przez tę historię nieźle nas wszystkich ukształtowała. Każdy odniósł swoje sukcesy, porażki i nabrał doświadczenia. Może dlatego udało się kiedyś zebrać kilkudziesięciu kolegów z branży i namówić do udziału w pisaniu książki o Learning Battle Cards.

 

PE: Na konferencji E-learning i Zarządza-nie Wiedzą 2018 przybliżysz temat Inbound Learning. Co chciałbyś przekazać uczestnikom?

Sławek Łais: Myślę, że wiele osób zajmujących się uczeniem podziela pogląd, że w uczeniu jedno z najważniejszych jest angażowanie. Bez zaangażowania nie ma uczenia.

Powstaje pytanie: jak skutecznie angażować?

Podczas konferencji będziemy chcieli z Piotrem Maczugą namówić uczestników do spojrzenia na uczenie z perspektywy osoby docierającej ze swoim przekazem do odbiorców. Zaprosimy też do zaczerpnięcia z technik stosowanych w marketingu.

Jak dobrze pomyśleć, to świat marketingu i uczenia mają coraz więcej wspólnego. Marketerzy uczą otoczenie o nowych produktach, podejściach, próbują angażować, budować społeczności… Dla edukatora brzmi to całkiem znajomo.

Marketerzy są bardzo zorientowani na swoich odbiorców. Często od nich zaczynają swoje myślenie i mają dobre techniki i metody. Dzięki temu ich przekaz odpowiada na potrzeby odbiorców.

Nam, edukatorom, przecież właściwie chodzi o to samo. Chcemy zaproponować rzeczy na tyle warto-ściowe dla osoby uczącej się, żeby się zaangażowała i w efekcie nauczyła.

Prawda jest taka, że zabiegamy o uwagę i zaangażowanie odbiorców szkoleń. Chcemy, żeby sami chcieli się nauczyć i sięgnęli po to, co możemy im zaproponować. Stąd też nazwa inbound.

 

PE: Co jest kluczem efektywnego szkolenia?

Sławek Łais: Efektywność to pojęcie, które przede wszystkim kojarzy się zwykle z nakładami, które trzeba ponieść, żeby osiągnąć pożądany efekt – czyli z kosztami, wysiłkiem itp. To może powodować, że szukamy źródeł efektywności właśnie tam gdzie są koszty – w produkcji, płacach trenerów, dostawców treści.

Moim zdaniem to jedno z większych nieporozumień, bo w przypadku projektów edukacyjnych źródło efektywności jest gdzieś indziej. Pojawia się jeszcze na etapie projektowania szkoleń i procesów rozwojowych. Produkcja jest ważna, ale jeszcze ważniejsze jest czy to, co produkujemy w ogóle kogoś angażuje.

W pracy z klientami często korzystam z metafory samochodu. Jak masz samochód i próbujesz go przepchać dalej, to idzie ciężko. Możesz pchać bardziej, większym kosztem, większą liczbą osób, ale to niewielka zmiana. A wystarczy nalać paliwa i włączyć silnik i sytuacja się drastycznie zmienia…

W praktyce edukatora takim paliwem jest zrozumienie czego właściwie odbiorcy szkoleń chcą, czego oczekują, co nimi kieruje, czego się obawiają… Pytanie, czy w ogóle jest tak, że wszyscy oczekują tego samego?

Marketerzy na co dzień odpowiadają na takie pytania. Dlatego warto spojrzeć jak oni to robią. Badają, analizują, segmentują, próbują zrozumieć odbiorcę i budować świadomość.

W praktyce projektów edukacyjnych różnie z bywa z etapami analizy i budowania świadomości. Niewiele widziałem projektów, w których segmentuje się odbiorców i buduje rozwiązania z myślą o każdym z segmentów. Czasami spotyka się nawet sposób myślenia, w którym edukator zakłada, że to, co podoba się jemu, będzie atrakcyjne dla innych.

A właśnie dobre zrozumienie i zbudowanie wartości dla odbiorców, to dobre paliwo dla silnika ich zaangażowania.

 

PE: Czego nowego ostatnio się w tej dziedzinie nauczyłeś czym mógłbyś się pochwalić ?

Sławek Łais: Dużo ostatnio pracowałem nad tematem wyrabiania nawyków i korzystania z nawyków, które już mamy. To wynik projektu Focus on Feedback, który realizuję z kolegami z Focus on Training. Projekt dotyczy tzw. Feedbacku, czyli przekazywania sobie informacji zwrotnej.

Jak się domyślasz, komunikacja pomiędzy ludźmi to jeden z obszarów, który zmienia się drastycznie dzięki technologii. Nie inaczej jest w komunikacji pomiędzy pracownikami organizacji, a w dodatku każde pokolenie potrzebuje i oczekuje nieco innych komunikatów od swoich przełożonych i kolegów. W końcu więc musiało dojść do tego, że w obszarze feedbacku przyjdą systemy i aplikacje mobilne.

Może udzielanie feedbacku nie kojarzy się bezpośrednio z uczeniem. Natomiast po chwili refleksji można dojść do wniosku, że feedback to jedna z bardzo silnych form rozwojowych i warto zadbać o dobre środowisko dla niej.

 

PE: W opinii publicznej krąży mnóstwo mitów na temat e-learningu. Może zechciałbyś jakiś „obalić”?

Sławek Łais: Główny mit, który obalam od kilku lat, to stawianie granicy pomiędzy e-learningiem a metodami stacjonarnymi. Takie rozróżnienie ma sens być może dla dostawców, czy organizatorów uczenia, a w gruncie rzeczy jest jeden proces uczenia się, a właściwie środowisko, w którym zachodzą setki, tysiące indywidualnych procesów uczenia się.

Myślę, że innym z ciekawszych mitów jest przekonanie, że grywalizacja to wdrożenie klasycznego zestawu: punkty, paski postępu, poziomy i odznaki. Jest rzeczywiście tak, że aplikacje i wdrożenia wykorzystujące grywalizację posiadają często wymienione narzędzia. Jednak grywalizacja, podobnie jak projektowanie procesów rozwojowych dzieje się przede wszystkim w procesie analizy i projektowania. Tam gdzie trzeba zrozumieć w co ludzie grają, w co chcą grać, jakie są ich wewnętrzne motywacje.

Trzeba szukać grywalności, czyli cechy, która powoduje, że chcą w coś zagrać. A to już niełatwy temat.

 

PE: Skąd czerpiesz inspiracje do projektowania kolejnych aplikacji?

Sławek Łais: Przede wszystkim z zewnątrz. Może jakaś wewnętrzna potrzeba a może rezultat wykształcenia matematycznego, które powoduje, że we wszystkim staram się dostrzec model działania, zrozumieć istotę i przenieść na swój grunt.

Namawiam do tego wszystkich. Mamy dostęp do olbrzymiej kopalni wiedzy, jaką może być Internet i nasze otoczenie. Maszyny potrafią przetwarzać informacje, ale to my potrafimy myśleć abstrakcyjnie i budować modele.

Jeśli chodzi o mnie, to ostatnio: świat projektowania aplikacji i UX . Wszak sytuacja edukacyjna to też user experience, Gamedev – projektanci gier naprawdę potrafią angażować, nowoczesny marketing – o tym na konferencji.

 

PE: Czy masz ochotę kogoś pozdrowić?

Sławek Łais: Jasne. Przede wszystkim swoje dzieci, które nauczyły mnie więcej o różnicach między-pokoleniowych niż niejedna książka czy konferencja.

 

PE: Dziękuję za odpowiedzi. Podobnie jak Ty wierzę w rozwój e-learningu 🙂

Rozmowę przeprowadził Maciej Więcławski
Conference & Learning Designer w Practical Events

Sławomir Łais

Uczenie i technologia – tym zajmuję się od lat. W firmie OSI CompuTrain projektuję i wdrażam nietuzinkowe aplikacje do uczenia. Jestem jednym z twórców podejścia do projektowania procesów rozwojowych Learning Battle Cards, współautorem książki o efektywnym projektowaniu szkoleń. Doradzam, uczę, projektuję, popularyzuję i nawet mam bloga praktykatrenera.pl, choć nie starcza czasu na wszystko. Jestem obserwatorem i entuzjastą zmian cywilizacyjnych. „Krótko mówiąc zajmuję się Learning Usability.

Nowe szkolenie

close-link

Newsletter

Zapisz się do newslettera

- otrzymuj informacje o aktualnych

wydarzeniach i promocjach!

Dziękujemy, że jesteś z nami!
Wkrótce się skontaktujemy.

close-link